czwartek, 13 listopada 2014

Rozdział 1

  Naruto usiadł na skraju łóżka trzymając w ręku ramkę, a w niej zdjęcie przedstawiające jego, Sakurę, Sasuke oraz Kakashiego za czasów gdy jeszcze drużyna siódma była w komplecie.
Tęsknił za nimi.
Minęły 4 lata od kiedy ostatni raz widział twarze swoich przyjaciół. Przez ten czas ciężko trenował pod okiem Jirayii, aby stać się lepszym ninją i nieskromnie mówiąc -stał się. Śmiało mógł powiedzieć, że nie oczekiwał takich efektów,a jednak. Co prawda nieco urosło mi ego, ale nadal największą wartością stanowili dla niego przyjaźń i marzenia.
- Naruto, chodź że! Tsunade zabije mnie jeśli nie odprowadzę cię na czas! - Jiraya pociągnął swojego ucznia za rękaw, aby trochę przyśpieszyć. Prawda była taka, że sam nie mógł doczekać się spotkania z blond towarzyszką z drużyny. Uzumaki nie miał tu nic do rzeczy, o czym dobrze wspomniany chłopak wiedział. Przez 4 lata, które spędził z ero-senninem poznał go wiele lepiej niż by chciał. Zaczerwienione policzki i rozmarzony wzrok wkazywały na intensywny przebieg myśli. Najprawdopodobniej o niebotycznym biuście Hokage.
- Myślisz, że mnie poznają? - Naruto spojarzał na sanina. Był zestresowany. Jak cholera.
- Masz na myśli Sakurę? - Staruszek uniusł znacząco jedną brew, wiadomo w jakim sensie, po czym dostał mocnego kuskańca.
- Nie! Tak? Może! Myślałem też o Kibie, Hinacie i całej reszcie...
- Chłopie, widziałeś kiedyś jakiegoś blondyna w Konohie, nie licząc ciebie?
Naruto przez chwilę zatrzymał się na jednej z gałęzi drzew, po których skakali, zamknął oczy i przebiegł myślami przez wszystkie twarze, które pamiętał.
- Nie. - Stwierdził pewnie, niczym odkrywca Ameryki.
- A no właśnie. W ogóle to jakiś nienaturalny masz ten kolor. Farbujesz? Bo jeśli tak, to potrzebujemy drugiego namiotu. Nie będę dzielił łoża z jakimś degeneratem społecznym!
- Przynajmniej moje, nie farbowane, - zaznaczył bardzo wyraźnie - włosy nie sięgają ziemi. Mógłbyś miotłom zostać. Ewenutalnie księżniczką, ale do tego trzeba jakoś z ryja się prezentować.
- Ty mały gnomie!

Po nadprogramowych godzinach na bezsensowane kłótkie i bójki Naruto oraz Jirayi udało się, prawie cało dostać do granicy miasta gdzie zostali dokładnie przeszukani przez strażników. Wzbudziło to w sannine podejżenia ponieważ zazwyczaj każdy spokojnie wchodził do wioski. Tym razem reguły zostały zaostrzone, jednak strażnicy widząc na dokumentach nazwisko jednego z legendarnych niemal natychniast przepuścili ich obu.
Naruto także zauważył niepokojąco nerwowe ruchy ninja.
- Trochę dziwne, co nie? - Blondyn warknął pod nosem, kiedy już odeszli wystarczająco daleko od bramy.
- Prawda. Pogadam o tym z Tsunade.
Przechodząc przez wioskę Naruto nie zauważył żadnej znajomej twarzy. Ucieszył się jednak widząc swój ulubiony bar ramen. Obawiał się, iż zostanie zamknięty pod jego nieobecność. A tego by nie przeżył zbyt dobrze.
Nim jednak zdążył wejść do środka, Jiraya złapał go za kaput i pociągną w swoją stronę.
- Najpierw Tsunade, potem ramen, kapiczi?
- Hai. - Odpowiedział zbity nagłym przejawem dojrzałości u sannina. Zdołowany ruszył przez wioskę kopijąc po drodze kamienie.

Tsunade na widok blondyna, przycisnęła jego głowę do piersi, a z jej oczu niemalże popłynęły łzy. Naruto zauważył, iż Hokage nieco pachniała sake. Pachniała to delikatnie określenie.
- Mój mały chłopczyk! - Krzyknęła tuląc Uzumakiego jeszcze mocnej.
- Obaa-chan, udusisz mnie!
- Uduś mnie, Tsunade! - Jiraya odepchnął blondyna, a sam wbił się między piersi Hokage.
Naruto przez chwilę obserowował wymianę zdań między sanninami, a kiedy na stole pojawiła się nowa butelka sake postanowił zrezygnować z "impreski-eski", jak to określiła Tsunade.
Niepostrzeżenie wymsknął się z gabinetu, zamknął za sobą drzwi i odetchnął głęboko. W korytarzu było tak cicho, że jeszcze chwila, a zasnął by na stojąco.
Był tak zmęczony, że zapomniał nawet o wymarzonym ramen i ruszył do domu. Widząc popękane ściany i schody, z których niewiadomo dlaczego zniknęły kafelki uśmiechnął się delikatnie. Jak dobrze być w domu, pomyślał szukając w kieszeni kluczy, które odebrał od Tsunade.
- Wróciłem. - Rzekł, cicho zdejmując buty. Idąc w stronę łóżka zdejmował z siebie ubrania zostawiając je za sobą.
Otworzył jeszcze tylko okno i rzucił się w objęcia Orfeusza.

Obudziły go krzyki i śmiechy zaa okna. Delikatnie otworzył oczy i zerknął na zegar. Dochodziła osiemnasta, a więc Ichiraku Ramen było jeszcze otwarte.
Wziął szybki prysznic, nałożył na siebie pierwszy lepszy t-shirt i spodnie po czym wyskoczył przez okno, niemal przyprawiając podstarzałą sąsiadkę o zawał. Nieświadomy swego niecnego czynu ruszył w stronę ulubionej knajpki.
Jak na złość wszystkie miejsca były zajęte, a do samego lokalu trudno było się dostać.
- Cholera. - Warnknął drapiąc się po głowie. Napalił się na ten głupi ramen i koniec końców nie wytrzyma jeszcze jednego dnia.
Zdenerwowany zakupił w przydrożnym stoisku 3 ośmiornice na patyku. Nie mając pojęcia co dalej ze sobą począć zaczął spacerować po Konohie (dop.aut. Konohie czy Konosze? Nie pamiętam!). O dziwo praktycznie wszystko pozostało takie same. Potęp w tej wiosce na pewno nie jest na najlepszym poziomie, uznał ironicznie.
Dziwnym trafem Naruto znalazł się  pod domem Sakury. Zauważył, że w jej pokoju świeci się światło.
Przez jego głowę przebiegało tysiące myśli. Powinien zapukać? Nie widzieli się w końcu 4 lata. Może nie powinien. Ale w końcu są przyjaciółmi! A co jeśli nie ucieszy się na jego widok?
I tak Naruto stał i rozmyślał przez jakieś dziesięć minut na środku ulicy. Otrząsnął się dopiero gdy jakieś dziewczyny zaczęły się z niego śmiać. Zażenowany schował twarz za blond grzywką, i pchnięty przez nagły napływ odwagi uderzył pięścią w drzwi domu Sakury. Serce biło mu jak oszalałe, zastanawiał się czy może aby teraz szybko nie uciec póki ma czas. Ale drzwi się otworzyły. Za nimi stała, jak zawsze piękna, różowłosa Haruno. Kubek, który trzymała w ręku upadł na ziemię, a w jej ramionach znalazł się blondyn.
- Zdecydowanie za rzadko do mnie pisałeś! - Warknęła przez łzy.
- Przepraszam. - Szepnął, nie mogąc wydusić z siebie nic więcej.
Stali tak przez jakiś czas, nie mówiąc kompletnie nic. Wtedy Sakura zaczęła się śmiać i odsunęła się od chłopaka. Spojarzała na niego badawczo i znów zaczęła się śmiać.
A Naruto stał jak ostatni kołek gapiąc się na dziewczynę.
- Wyładniałaś. - Wymamrotał w końcu. Starał się, aby zabrzmiało to pewnie, i chyba mu się udało.
- Wyprzystojniałeś.
 Różowowłosa otarła łzy z policzków i zaprosiła blondyna do środka. Naruto przez całą znajomość z Sakurą był w jej domu może ze dwa razy. Niepewny zdjął buty, a Haruno podała mu kapcie jak przystało na gospodynię.
- Kurcze, musisz mi tyle opowiedzieć! Ale najpierw zrobię ci herbatę! Zielona, owocowa, zwykła?
- Zieloną, poproszę. - Wymamrotał rozglądając się po pomieszczeniu. Dom Sakury był bardzo duży. Jej salon był chyba większy, niż całe mieszkanie blondyna.
- Kiedy wróciłeś? - Usłyszał z kuchni.
- Dziś przez południem.
Po chwili Sakura wróciła z tacką, na której stały dwie filiżanki herbaty i paczka ciasteczek.
- Chodźmy do mojego pokoju. - Zaproponowała. Naruto podążał za dziewczyzną. Usiadł na jednej z wielu puf, jakie znajdowały się w sypialni różwowłosej.
Ta usiadała naprzeciw niego. Między nimi nastała krępująca cisza.
- A więc. Co tam? - Zapytał inteligentnie wywołując chichot u Sakury.
- Tak wiele się działo, że teraz nic nie przychodzi mi do głowy. Trenowałam razem z Tsunade-sama, więc nie myśl sobie, że się obijałam przez te cztery lata!
- Nawet o tym nie pomyślałem! Ale chętnie sprawdziłbym rezultaty. Może kiedyś stoczymy jakiś bój?
- Stoczymy jakiś bój? - Sakura zaczytowała to zdanie z bananem na twarzy. - Że niby co?
- No, bój! Co, nie rozumiesz? Takie fajnie słowo. Brzmię przez to mądrzej.
- Bynajmniej nie.
- Cóż, jestem innego zdania. - Uśmiechali się do siebie już bez skrępowania. Denerująca cisza zniknęła po kilku zdaniach. Niemal od razu złapali wspólny język. Rozmawiało im się tak dobrze, że kiedy Naruto zorientował się, która godzina dochodzi niemal dostał palipitacji serca. Niczym poparzony pożegnał się z Sakurą i wyszedł za drzwi jej domu, nie chcąc jeszcze mocniej nadużywać gościnności.
- Ty idioto. Ty głupku. Kto piję herbatę pięć godzin? - Zaklinał samego siebie, zaciskając pięści schowane w kieszeniach spodni. Miał zły nawyk kopania kamieni, kiedy znajdował się w nieprzystępnej sytuacji. Więc i tym razem kamyczki latały na odległość paru metrów.
Aż  w końcu jeden z nich dobił przystani jaką był Ichiraku Ramen. Tym razem już praktycznie pusty.
Naruto najdeliktaniej jak tylko potrafił zajął miejsce przy barze, jakby bał się, że wszystko zaraz się posypie.
- Przepraszam, ale już zamykamy. - Usłyszał od mężczyzny stojącego plecami do niego.
- Staruszku, błagam. - Jęknął uderzając głową o blat. Szef lokalu odwrócił się chcąc wyprosić nachalnego klienta, jednak kiedy dostrzegł te blond włosy, które niejeden raz ratowały go od bankructwa, z największą werwą zabrał się za robienie mega-ramenu!
- Dla Ciebie Naruto zawsze i wszędzie! Dziś na koszt firmy! - Na twarzy Uzumakiego pojawił się banan. Dziękował Teuchiemu parę razy, aż w końcu ten podał mu pod nos wielką, pełną michę pysznego ramenu z dodatkową wołowiną!

***

Ohhhhh, udało mi się coś napisać! Nie wiem czy dobrze, czy nie, ale ważne, że coś powstało!
W ogóle to cześć wam :P
A teraz objaśniam. Chciałam by ten pierwszy rozdział był taki standardowy. Większość zaczynało od momentu "po 4 latach". Brakowało mi po prostu takiego fajnego, standardowego bloga. Potem oczywiście fabuła rozwinie się wedle mojego jakże wybrakowanego pomysłu! (nie mam go wcale.) 
Ale na pewno coś z tego stworzę. O ile powstanie następna notka :P
Dobra, no to by było na tyle. Do zobaczenia i pozdrawiam : *